Bez kategorii

STYCZEŃ 2024

ŚRODA 31.01.2024

Zastanawiałem się nad tym, jak mój styl życia kształtuje moją osobowość.

To jaki jestem zależy od tego jak spędzam czas, co robię oraz z kim. To określa jakie doświadczenia i sytuacje życiowe tworzę lub spotykam. One z kolei poddają weryfikacji moje poglądy i decyzje, czego konsekwencją jest masę refleksji na temat siebie – zachodzą zmiany w sobie.

Prowadzę aktywny tryb życia, a więc angażuję się w różnorodne działania co rozwija u mnie takie cechy jak otwartość na nowe doświadczenia i elastyczność myślenia. Interakcje społeczne i rodzaj relacji, jakie wybieram tak samo. Wpływają na kształtowanie się umiejętności interpersonalnych, empatii czy zdolności do współpracy. Styl życia odzwierciedla wartości i priorytety czyli to co ważne, co definiuje poglądy. Jeśli kładę duży nacisk na zdrowy tryb życia, to rozwijam cechy związane z samodyscypliną, odpowiedzialnością za swoje zdrowie i konsekwencją w podejmowaniu decyzji.  A jeśli wybieram radzić sobie ze stresem i trudnościami życiowymi? Mechanizmy radzenia sobie z sytuacjami trudnymi wpływają na rozwój cech osobowości, takich jak odporność psychiczna, sprężystość psychiczna, rezyliencja. Codzienne nawyki i rutyny wpływają na kształtowanie się stałych wzorców zachowań i myślenia.

Popatrz na to jaki jesteś, a potem na to jak żyjesz. Jakie widzisz połączenie. Jaki byś był, gdybyś dokonał kilku istotnych zmian w stylu życia? Jak to by się przełożyło? Czy byłbyś bliższy sobie? Może już czas?

Do jutra!

Wspieram
Łukasz Gątnicki

WTOREK 30.01.2024

W taki oto sposób uciekł mi poniedziałek. Widzę, że mimo szczerych chęci nie będę mógł pisać tutaj każdego dnia właśnie z braku czasu. Co się działo? Jak zawsze  w pracy wiele różnych przypadków i każdy z nich kończy się większą lub mniejszą regulacją trudnych emocji, czyli krok po kroku idziemy do przodu! Klucz to systematyczność, a ja w pracy z moimi klientami jestem nieugięty! Każdy jest inny, każdy ma inne obciążenie i każdy wymaga innego czas drogi do samego siebie i swojego spokoju.

Wczoraj wieczorem zamiast pisać „daily” kończyliśmy projekt grupowy na zaliczenie przedmiotu w ramach uczelni. Trzeba to po prostu zrobić. Choć niektóre projekty wydają się nudne, to zawsze po ich skończeniu uświadamiam sobie, że jednak coś wniosły istotnego. Jakiś inny sposób widzenia danego zjawiska, które były poruszane w zadaniach. W końcu po to są.

Zobacz jak działamy jako ludzie. Nie wiemy kiedy coś okaże się dla nas dobre dopóki nie zobaczymy jaki będzie finalny zysk. A kiedy on będzie? To właśnie determinuje naszą motywację do wielu rzeczy!

Bywa, że z góry potrafimy to określić czy coś się opąłaca, ale najczęściej czując opór przed czymś, nawet korzystnym z punku logiki, oceniając to negatywnie, już na wstępie zabieramy sobie możliwość nauczenia się czegoś przydatnego w życiu. Dlatego powinniśmy cześciej kierować się w tej materii logiką, a jeśli nasze emocje silnie stawiają opór, to warto nad nimi pracować. W spokoju widzimy bardziej obiektywnie z czego możemy realnie skorzystać, a co nam jest zupełnie niepotrzebne aktualnie i w przyszłości. Myśli mi się, że nie jesteśmy uczeni myśleć w kategorii inwestycji. To naprawdę dobre myślenie. Jeśli ja wiele aktywności będę traktował inwestycyjnie, to będę bardziej zdyscyplinowany.

Czasem spotykamy się z silnym rozdźwiękiem między potrzebą logiczną, a potrzebą emocji. Mózg mówi – siadaj, czytaj, ucz się, potrzebujesz tego, zrób to i tamto, a emocja mówi, zrób potem, zrób teraz coś przyjemnego, łatwego, szkoda życia, czerp radość. Jak doświadczenia pokazują, lepiej wychodzimy na tym życiowo kiedy najpierw zrealizujemy obwiązki, a potem zajmiemy się przyjemnościami. Tego jednak trzeba się nauczyć. Myślenie inwestycyjne. Nauczyć się odraczać przyjemność teraz, aby potem czerpać z niej o wiele więcej.

A co jeśli potrzeba przyjemności jest potrzebą ucieczki od stresu wykonania obowiązków? Czy jak zrobię najpierw obowiązki, to będę aż tak chciał tych przyjemności? Może już nie tak silnie? Co bym wtedy robił z czasem? Może nie wiem za bardzo, albo musiałbym być ze sobą dłużej i myślami o sobie i życiu? Do przemyślenia.

Pewien eksperyment na dzieciach pokazał, że dzielimy się na osoby cierpliwe i niecierpliwe i ta nasza cecha, temperament czy jakaś tendencja, przynosi konsekwencje długoterminowe. Dzieci potrafiące powstrzymać się przed otrzymaniem tutaj i teraz nagrody, wykazać się cierpliwością, dostawały potem dwie nagrody. To one właśnie lepiej radziły sobie w życiu dorosłym, osiągały więcej sukcesów, miały bardziej stabilne życie, niż małolaty, które nie potrafiły powstrzymać się przed zgarnięciem nagrody od razu.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

NIEDZIELA 28.01.2024

Co ciekawego działo się w mojej głowie przez weekend? Przede wszystkim dużo zapamiętywania, ponieważ uczę się na egzaminy. Są już blisko. Nigdy nie byłem prymusem. Raczej czwórkowym uczniem, bo nie mogłem zmotywować się do nauki mimo tego, że przykładając się bywałem wysoko oceniamy. Nigdy nie widziałem w nauce jakiegoś wielkiego sensu i po latach teraz rozumiem dlaczego. W żaden sposób nie przekładało się to na życie, a ciągłe myślenie o przymusie nauki z powodu promocji do następnej klasy czy szkoły powodowało jedynie niechęć.

Wiem po latach, że mój mózg chce wiedzieć coś co od razu będzie mógł wykorzystać, więc z pewnością zaliczam się do tych uczniów, którzy wolą warsztatowe wersje uczenia się oraz bardzo życiowe. Dlatego nie było mi po drodze z systemem edukacji. Co innego teraz po latach kiedy podjąłem studia psychologiczne magisterskie, bo korzystam ze zdobywanej tam wiedzy codziennie! Uprawiając zawód który kocham dodatkowo kąpię się i wybieram to co jest bardzo rozwojowe. Może tak powinna wyglądać nauka od zawsze? Wiedza i program dostosowany do życiowych etapów, a nie programu wymyślonego przez ministerstwo. Gdybam, nie jestem specjalistą. Dzielę się refleksjami. Jeśli w liceum programowo była by już styczność z pracą i pierwszymi zarobkami, a wiedza byłaby ukierunkowana na zasilanie przedsiębiorczością, matematyką oraz językiem, komunikacją to ja bym się bardzo rozwijał i chciał jak najwiecej zrozumieć. Wiedza wspierała by życie, a potem doświadczenia życiowe powodowałby głód wiedzy. Czy też masz takie wrażenie? Lubię takie tematy.

Dlatego uczę się i o zgrozo muszę przyznać, że w końcu lubię, bo uczę się adekwatnie do swojego głodu dyktowanego stylem życia i ambicjami, potrzebami. Jeśli system edukacji zamiast tworzyć presje, tworzyłby głód to mielibyśmy najlepszy system edukacji na świecie.

Psychologia zawsze była moim największym zainteresowaniem, a właściwie procesy regulacji emocji. Na nich fiksowałem się niebywale. To mnie pochłania i nie daje spać. Jak to robić lepiej? Jak dać mózgowi zrobić swoje? Jest genialny tylko trzeba mu stworzyć do tego warunki. Ja działam tak samo, muszę mieć warunki. I nie wiem czy wiecie, ale nie ma grama regulacji jeśli nie uruchomią się również procesy związane z nauką. Regulacja następuje przez zaktywizowanie systemów poznawczych – bodźce muszą być ponownie przewartościowane poznawczo. Mózg musi nauczyć się widzieć coś inaczej, dojść do nowych wniosków, aby odkryć nową prawdę – jestem bezpieczny!

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

SOBOTA 27.01.2024

Przerwa na regenerację! Jutro wracam.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

PIĄTEK 26.01.2024

Wczoraj „gładkość”, a dzisiaj „elastyczność”. W obliczu zmian warto zachować giętkość umysłu i emocji. Można wpaść od razu w urazę do rzeczywistości albo chwilę się zastanowić i poszukać rozwiązania na zamieszanie w tym dobrze zaplanowanym jeszcze wczoraj dniu! Okazuje się, że są, tylko pierwsze momenty emocji potrafią zakłócić obraz możliwości. Wystarczy 5 sekund pauzy umysłu. Reset centrali i można jechać dalej.

Reorganizacja grafiku, abym miał czas wyjść z psem zaowocowała pracą od 9:00 do 21:00 z godzinną przerwą na rządnego przygód czworonoga i obiad. Tego się nie spodziewałem choć udało mi się zachować otwartość. Już pisałem, że piątki zaczynam wcześniej, ale z zamiarem skończenia wcześniej. Nic z tego. Dzisiaj było intensiv.

Chyba wczoraj zamawiałem coś innego u wszechświata. Łukasz ten dzień był interesujący i jeszcze ciekawy bo dzisiaj moi klienci zaskakiwali mnie swoim myśleniem i słowami. Lubię. Na prawdę jest z kim pracować. Ogólnie bilans bardzo dodatni. Chciałeś zerwania rutyny proszę bardzo. Co byś tak chciał tylko realizować plany. Czasem życie zaplanuje za Ciebie. Nie zrozumcie mnie źle ja nie narzekam, ja dzielę się wrażeniami. Nic takiego, a jednak ciekawe przynajmniej dla mnie.

Czuję sens drogi a to najważniejsze. Nawet jak przychodzi zmęczenie lub jakieś potknięcia to trzeba pamiętać po co coś robimy. Sens to coś bardzo osobistego. Twoja osobista antycypacja życiodajnych korzyści, więc warto wysilać się. Zadowolenie, duma, poczucie życia, nadzieja, nawet obietnica sukcesu – składowe sensu. Cokolwiek nie zaczniesz robić, musisz widzieć w tym te elementy. Robić coś bo przyniesie jakość emocjonalną albo materialną. Najlepiej kombinację obu. Już nie wiem czy to nadal przemyślenia psychologiczne czy już filozoficzne. W sumie psychologia wyrosła z filozofii. A filozofia z chęci rozumienia świata, która z kolei sięga chęci kontroli. Tacy jesteśmy pragniemy zdrowej kontroli nad swoim życiem i dlatego chcemy poszukiwać sensu.

Pamiętam jak kiedyś zmagając się z depresją bardzo trudno było mi dostrzec sens w czymkolwiek. To naturalne dla takich zaburzeń. W depresji człowiek nie widzi już celu, ale w zaburzeniach lękowych, człowiekowi za bardzo zależy na celu. Można się tak odbijać od jednej ściany do drugiej. To też poznałem. Raz zależy za bardzo, co kończy się ogromnym rozczarowaniem i lękiem przed kolejnym, a potem nie ma już sensu bo wjechała wyuczona bezradność i kończy się na braku celowości w czymkolwiek. Nie chce się nic. Bardzo ciężko z tego się podnieść, ale jakoś jednak większość z nas to robi. Wstaje na nogi bo pragnienie życia mimo wszystko, instynkt wygrywa. Wiem, upraszczam.

Życzę nam wszystkim głębokiego sensu istnienia. Może nie zachwianego, ale takiego wyraźnego. To już wystarczy. Można się nim otulić i iść przez życie. Serotonina nam go zapewni, a ona generuje się mocno dzięki zdrowym więziom i wspólnym realizowaniem celów. Jeśli mamy zdrowe, mocne, wspierające więzi to łatwiej jest nam widzieć sens w różnych rzeczach. Ciekawe to jest.

Znajdź swoje stado, a sens znajdzie Ciebie.

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

CZWARTEK 25.01.2024

Jeśli miałbym określić mój dzień jednym słowem to brzmiałoby ono „Gładkość”. Nie przeszedłem tego dnia. Ja przez niego przepłynąłem. Nawet nie wiem kiedy. Był gładki jak tafla wody na spokojnym jeziorze i ja spokojnie poruszający się, przecinający ją. Wyobraź sobie siebie płynący w wodzie w letni dzień, spokojnie, nie ma nikogo, zanurzasz się, podnosisz, odwracasz na plecy i podążasz dalej. Nurkujesz głębiej, oglądasz świat podwodny, a potem płyniesz ku światłu świata powierzchni. Woda to świat emocji. To co nad nią rzeczywistość. należysz do dwóch światów. Dobrze Ci w nich obu. Piękne.

Od obudzenia do chwili kiedy to piszę wszystko przebiegało lekko. To był po prostu dobry dzień pełen moich spełnionych oczekiwań. Nie oczekuję jednak, że jutrzejszy będzie taki sam. Niech mnie zaskoczy czymś innym, też interesującym. Lubię porządek, ale nie lubię rutyny i przewidywalności za dużo. A jeśli jutro będzie trudno? Może tak się zdarzyć. A jeśli wydarzy się coś złego? To się wydarzy. A co jeśli wydarzy się coś przełomowego? Coś co odmieni jeszcze bardziej moje życie? Coś ultra? Może tak być! Może też być zwykły. Najzwyklejszy poczciwy dzień. Stary dobry poranek, wspierające zawsze południe, twórcze popołudnie i otulający chęcią wypoczynku wieczór.

To bardzo ciekawe jak złożeni jesteśmy charakterologicznie i osobowościowo. Abyśmy byli w równowadze psychicznej i fizycznej, potrzebujemy określonych stymulacji. Nie za intensywnych i nie za małych. W sam raz. W sam raz na dzisiaj. Co nie znaczy, że jednego dnia nie będziemy pragnęli wrażeń, a innego izolacji. Klucz to umieć siebie słuchać. Umieć rozpoznać czego w danym momencie potrzebuję, chcę, a nawet pragnę, a bywa, że i wręcz muszę! Słuchać i słuchać, uczyć się i uczyć. Jak małe dziecko, które mamy pod opieką. Jak bardzo się zainteresujesz, ile wysiłku włożysz w poznanie, obserwację i eksperymenty czego mu potrzeba, takim finalnie oparciem będziesz. Chroń, troszcz się, zabawiaj, stawiaj granice, porządkuj, ucz, nie ma przebacz. Ja nie jestem ojcem realnie, ale całe życie czuję się jakbym siebie wychowywał. Czy to się kiedyś skończy? Raczej nie. Do śmierci mamy potrzeby. Do śmierci będziemy musieli organizować sobie ich spełnianie.

Jakie jest Twoje słowo dnia?

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

ŚRODA 24.01.2024

Dzień był bardzo intensywny. Poczułem to wyraźnie. Dlatego sięgałem po otrząsanie ciała i rozluźnianie. Potem zastosowałem technikę hamowania (opracowana przeze mnie do wyciszenia się), aby odpuścić głębiej w ciele i umyśle. Na końcu coś co bardzo lubię, czyli trzymanie pustki w umyśle. Takie stosowanie lekkich, miękkich narzędzi regulacji doskonale tonują mnie przy nadmiarze bodźców. Tak właśnie robię, kiedy nie obciążają mnie jakieś wyraźne konflikty wewnętrzne związane z lękiem czy smutkiem, a bardziej przebodźcowanie. Kiedyś tego nie rozumiałem i potrafiłem doprowadzać się do ostateczności. Dopiero wtedy reflektowałem się trzymając już rękę na kuchence. Szkoda ręki.

Nie pozwalam sobie już na brak higieny mentalnej czyli układu nerwowego. Dużo mnie to kosztowało, a teraz wystarczy pare minut na każde ćwiczenie między spotkaniami z podopiecznymi i świat wygląda lepiej. Szczególnie przy tak dużej ilości obowiązków. Ciągła uwaga pochłonięta jakimiś problemami to doskonały przepis na obniżony nastrój, gorszej jakości sen i potem inne konsekwencje tych dwojga.

Zawsze powtarzam, że trzeba wybierać dać sobie chwile na regulację, aby ochronić siebie przed długim czasem dochodzenia do równowagi.

Lepiej częściej, a krócej, niż raz na jakiś czas dłużej.

Jest to podejście bardzo spójne z wieloma kwestiami życiowymi. Lepiej robić mniejsze treningi, częściej, czy jeden długi dla zrzucenia nadmiaru wagi czy zbudowania mięśni? Lepiej uczyć się mniej i częściej, czy siadać do nauki przed egzaminem dzień wcześniej? To logiczne i niby proste, ale nie dla każdego.

Wygoda i brak motywacji do angażowania się w coś może to utrudnić. Czy wiesz, że na ogół nie brakuje nam motywacji do czegoś na czym nam zależy? Dziwnie to brzmi zapewne i powiesz mi, że przecież Ci jej brakuje. Ja Ci jednak pomogę zrozumieć, że czujesz na ogół przyjemne emocje myśląc o dokonaniu czegoś. Zatem nie brak Ci motywacji do samego celu. Masz ten strzał dopaminy. Brakuje Ci natomiast motywacji do procesu!

Chcemy mieć coś, być gdzieś, jacyś być, ale nie chcemy dochodzić do tego, nie mamy najczęściej motywacji, do drogi. Nie widzimy korzyści płynącej z niej. Jesteśmy na to ślepi. Chcemy sukcesu, ale nie wysiłku. To dużo zmienia.

Jesteśmy tak zapatrzeni na cel i korzyści płynące z niego, szczególnie te emocjonalne i dla samooceny, że nie skupiamy się na korzyściach płynących z drogi, wartości jakie przyniesie, zmiany jakiej sobie dokonamy dzięki niej. Jednocześnie wymagamy od siebie by mieć na nią motywację. Jaki to ma sens?

Łatwo to pojąć intelektualnie, ale już trudniej emocjonalnie. Trzeba sobie uświadomić ważną prawdę: Droga to 99% czasu a 1% do cieszenie się efektem. Chyba powinniśmy zatem zmienić źródło naszych korzyści.

Wiesz co to znaczy?

Jeśli nie masz motywacji do drogi ku czemuś, to znaczy, że nie chcesz się zmieniać.
Jeśli nie chcesz się zmieniać, to nie rozumiesz, że na tym polega życie.

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

WTOREK 23.01.2024

Staram się, aby moje poranki były tak leniwe jak to tylko możliwe. Slow-poranki, ale intensywna druga połowa dnia. Dlatego najczęściej przyjmuję podopiecznych od południa do końca dnia. Im to też pasuje, ponieważ najczęściej ludzie mają czas na sesje ze mną w ciagu dnia i wieczorem. Dobra synchronizacja. Bardzo dobra. Jestem z tych porannych zwierząt. Lubię wstać i spoglądać za okno z kubkiem ciepłej wody w dłoni jak miasto budzi się do życia. Nie lubię pędu, presji i poczucia, że zaraz coś wybuchnie! Nigdy nie chciałem tak żyć. Zrobiłem co tylko mogłem, aby tak uporządkować cele, priorytety, aby móc mieć chwilę dla siebie każdego dnia. Oprócz piątków. Wtedy zaczynam pracę o 9:00 dla odmiany. W weekend uczelnia, rodzina, przyjaciele.

Jestem w gabinecie dzisiaj od trzynastej i będę do dwudziestej drugiej. Sesja za sesją. Fascynujące tematy podopiecznych, prawdziwe, pełne emocji historie i na ogół bardzo trudne. Trzeba je dobrze zrozumieć, wsłuchać się, wyciągać wnioski już od pierwszych słów. Tematy są różne. Uogólniając dominuje lęk, odrzucenie, samotność, problemy związkowe, rozstania, rozwody, traumy oraz ogólny ciężar życia. Dla nich i dla mnie to poważne wyzwanie. Nakreślić istotę problemu, omówić możliwości, dobrać rozwiązania i pracujemy. Niekiedy kilka moich pytań rozsypuje poważny problem, a innym razem musimy rozmawiać i okejować wiele przekonań, konfliktów wewnętrznych, zanim osoba poczuję ulgę czy dystans, zmianę myślenia. Nie ma lekko. Widać od razu kiedy lęki są generowane nieprawdziwymi, niesprawdzonymi założeniami, a kiedy lęk jest wynikiem głębszych bardziej złożonych procesów w osobowości. Co to znaczy? Osobowość jest czasem tak skonstruowana, że dąży do tego, aby się bać. Pracując nad redukcją lęku, osoby redukują część siebie, a co w zamian? No właśnie. To proces. Powstaje nowa jakość i trzeba dać jej się rodzić oraz dojrzewać.

Cieszę się, że wybrałem taką drogę. Jestem na niej już ponad 11 lat. Mam głęboką nadzieję, że już tak zostanie.

Każdy problem ma rozwiązanie. Pytanie czego oczekujemy. Czy chcemy przestać aż tak przejmować się, czy chcemy, aby przestał być obecny w naszym życiu? Zawsze zalecam, aby w pierwszej kolejności zająć się stosunkiem do problemu, a potem problemem. To ma szereg niezrównanych korzyści. Rozwiązując najpierw konflikty emocjonalne odzyskujemy masę zasobów inteligencji, które są ograniczane emocjami lęku, bezradności, smutku czy złości, aby potem przywrócone już zasoby wykorzystać w rozwiązywaniu konfliktów z rzeczywistością. Rewelacja. Zupełnie inna jakość relacji ze światem. Rozwiązywanie problemów w życiu wiele uczy, ale nie musi oznaczać zmiany wewnętrz, nie musi oznaczać wolności emocji, wręcz przeciwnie wiele może nas kosztować, możemy się wypalić. Dokonując zmian wewnątrz siebie, względem problemów, stajemy się bardziej odporni na to, co może nas jeszcze spotkać, silniejsi, mądrzejsi, mamy ochronę.

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

PONIEDZIAŁEK 22.01.2024

Dotarłem do końca dnia. I znowu „o czym ja mam pisać?”. To chyba będzie najtrudniejsze widzę. Moja głowa już chce robić plan co mam napisać jutro i pojutrze, aby nie tracić czasu. Nie powiem dobra jest w optymalizowaniu procesów. W końcu Okejowanie to dla mnie mistrzostwo optymalizacji procesu regulacji emocji, choć nie mogę tutaj planować. Nie taka jest tego idea! Też tak masz?

Spontaniczność to czasem spory wysiłek, a po trzydziestym piątym roku życia chyba coraz większy. Stanowczo nie będę planował nawet literki! Skup się Łukasz i opowiedz im coś ciekawego z dzisiejszego dnia. Przecież tyle się zadziało, a do tego połącz to z jakąś mądrą maksymą i będzie ok. Nie. Właśnie widzicie jak ze sobą rozmawiam. To bardzo ważne umieć skomunikować się ze sobą. Czasem jednak myśli mi się, że to neurony mnie komunikują ze sobą, bo jakby tak odmówiły posłuszeństwa to jestem w czarnej niewiadomej.

Dawaj Łukasz jakąś niesamowitą przygodę. Moje życie może być dla kogoś naprawdę nudne i przewidywalne. Jednak nie dla mnie. Jestem osobą wysoko reaktywną, a to znaczy, że czasem wyjście do sklepu do przygoda życia. Kolory, kształty, zapachy, temperatura, wszystko przyciąga uwagę. Osoby wysoko reaktywne łatwo reagują na niewielkie bodźce. To czasem przytłaczające, ale jednocześnie wyjątkowe bo zwracam uwagę na nawet najmniejsze przejawy piękna na świecie. Lubię to. Może lepiej napisze, że lubię to po tym jak lata temu poskładałem się emocjonalnie i moja reaktywność działa już zupełnie inaczej. Nie boli, ale rozwija.

Wróciłem dzisiaj ze swojego gabinetu do domu, wyszedłem z psem, to był dobry dzień. Kończąc go tymi kilkoma akapitami nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego.

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki

 

NIEDZIELA 21.01.2024

Patrzę na migający znaczek miejsca gdzie pojawią się litery, mam milion myśli od czego powinienem zacząć. I tutaj od razu zapaliła mi się czerwona lampka – ale jakie „powinienem”? Jeśli ktoś ma mnie czytać to powinienem przecież pisać tak, aby trafić w oczekiwania, w potrzeby innych, domyśleć się czego inni chcą, zrezygnować z siebie i robić wbrew sobie licząc na uwagę. Tak chyba się robi prawda?

Tutaj postanowiłem wypiąć się czterema literami na taką historię umysłu, przez którą co najwyżej będę myślał kolejny tydzień jakie pierwsze słowo napisać, albo nawet nie zacznę. Nie ma szans! Życie jest za krótkie. To piękny przykład tego, jak mogłem podciąć sobie skrzydła, pozbawić siebie tej dobrej chwili. Ile razy tak robiłem w życiu? Znasz to? Też tak miewasz? Jak często?

Dobrze, że się na tym złapałem. Ja chce latać. Będę latał z Wami tutaj. I będę korzystał z zasobów mojej głowy. Najlepiej jak potrafię. Dlatego będę pisał z myślą o tym, że mi ma się to podobać. Mnie realizować. Jeśli Wam spodoba się to co mi, to mogę nazywać się szczęściarzem, a jeśli nie to będę sobie pisał dalej dla własnej przyjemności dzielenia się refleksjami. Zawsze jakaś wartość tutaj zostanie.

Ponad 12 lat temu dokładnie tak samo dałem sobie szansę zakładając swoją firmę. Miałem taką myśl przewodnią: „Jeśli to co uratowało mnie w najmroczniejszych godzinach mojego życia będzie ratowało innych, ludzie to docenią, to będę kontynuował moją prace”. Zadziałało. To cenna nauka. Jeśli coś działa dla mnie, to jest duże prawdopodobieństwo, że zadziała dla innych. Jeśli umiem rozwiązywać swoje problemy, bo będę umiał pomóc innym pokonywać ich trudności.

Zastanawiasz się pewnie tak jak ja, dlaczego robię tego „daily bloga” i po co?

Bo jakaś część mnie chce mówić trochę inaczej. Prościej i bardziej osobiście. To miejsce będzie do tego idealne. Po to, aby dać Ci siebie trochę innego, a przez to Ty możesz doświadczyć Ciebie też może trochę innego. Myślę, że to piękne.

Myśl, o tym, że będę to robił tworzy mi motyle w brzuchu. Nie będę się hamował. Postaram się płynąc i dzielić wiedzą oraz mądrością – jeśli można to tak nazwać. Może okazać się, że to nie będzie takie mądre, ale napewno nie głupie. Niech będzie takie, jakie będzie.

Czy rzeczywiście będę pisał każdego dnia? Zobaczymy na ile pozwoli mi moja dyscyplina i zmęczenie po całym dniu prowadzenia firmy, klientów oraz social media. Będzie co będzie – uwielbiam taką postawę!

Od dawna chciałem taką formę. Dzisiaj szala przechyliła się po filmie, który oglądałem z moją Victorią. To była opowieść o kobiecie, która postanowiła założyć bloga kulinarnego i przez 365 dni, każdego dnia, robiła inne danie z ulubionej książki kucharskiej. Film nosi tytuł: „Julie & Julia”. Piękny film. Mocna inspiracja do życia. Lubię filmy, po których chce mi się żyć.

No to piszę, żeby czuć życie. Może czytając moje słowa zarazisz się troszkę pragnieniem życia i zrobisz coś dla siebie.

Do jutra.

Wspieram
Łukasz Gątnicki