BLOG

Nadzieja – siła czy pułapka

Nadzieja jest bardzo ważnym zjawiskiem psychologicznym występującym w każdym z nas. To dzięki niej odkrywamy pokłady siły do wytrwania w trudnych warunkach. To ona sprawia, że oczekujemy na realizację czegoś nawet przy małych szansach spełnienia. Buduje, umacnia, jest wyrazem pragnień ale równie dobrze może być objawem braku pogodzenia z rzeczywistością, ponieważ im dłużej pielęgnujemy nadzieję, tym dłużej możemy pozostać w zawieszeniu.

Gdzie jest granica?
Jak rozpoznać czy warto mieć nadzieję czy nie?
Kiedy odpuścić nadzieję, a kiedy ją pielęgnować i wzmacniać? 
Po czym poznać, że nadzieja jest ucieczką od konfrontacji z prawdą? 

Nadzieja jest mieszanką pragnienia zaistnienia tego, czego tak chcemy oraz niepewności czy aby na pewno stanie się to czego tak dla siebie chcemy. Czyli wiemy, że to coś jest możliwe, ale nie mamy na tyle pewności czy uda się to osiągnąć, kiedy to osiągniemy, czy w ogóle będzie dane nam to mieć. Niemniej pragnienia są silne i tańczą razem z obawami.

Granica jest tam gdzie jest rozsądek

Czy rozsądek zawsze wygra? Jasne, że nie i dlatego bardzo często popadamy w „płonne nadzieje”. Czasem tylko to nam pozostaje, albo przynajmniej tak nam się wydaje. Pracując z ludźmi nad ich problemami widzę jak ta granica jest przesuwana i ludzie tracą kontakt z rzeczywistością dlatego, że pierwsze zawsze do głosu dochodzą emocje. Coś nas wewnętrznie pcha do odczuwania nadziei i może ona powstać zarówno w wyniku obawy przed utratą czegoś, jak i z pragnienia posiadania czegoś. Czujemy, że nie możemy odpuścić!

Każdy będzie miał inaczej i też jej siła będzie inna. Tracimy rozsądek kiedy bardzo się boimy, albo kiedy bardzo czegoś pragniemy. Wtedy uczepimy się nadziei ślepo czekając aż coś się zmieni. Bardzo często zakłada to bezradność i oczekiwanie na łut szczęścia, albo kogoś kto pomoże nam lub los, który uśmiechnie się do nas szeroko spełniając nasze oczekiwania. Więc często życzeniowo i magicznie bo „nuż stanie się cud”. Nadzieja może być piękna, ale może też zakryć nam oczy prowadząc do naszego upadku.

Brzmi może radykalnie, ale odbywając sesję z ludźmi i pracując nad ich emocjami widzę (zarówno u siebie i w moich życiowych sytuacjach) w jakie trudne miejsca oraz wręcz niezdrowe potrafi zaprowadzić moich podopiecznych nadzieja. Na przykład ktoś słyszy, że mogą zaistnieć zmiany w jego firmie i są możliwe zwolnienia, ale ma mocną nadzieję, że jego to nie spotka. Budzi się rano i ma nadzieję, jest w pracy – to samo, przed snem myśli i czuje w takich samych kategoriach. Nie zajmuje w stosunku do tej sytuacji bardziej zdroworozsądkowego podejścia zakładającego większą obserwację, potrzebę zasięgnięcia informacji jak wygląda sytuacja realnie czy nawet przygotowania się na zwolnienie i szukania alternatywy zawczasu. Nie buduje w sobie gotowości, nie adaptuje się do nowych możliwych okoliczności. Pozwala trwać sobie w mieszance strachu oraz pragnienia. Strachu przed utratą pracy i pragnienia przed zachowaniem tego, co jest. Jest to dosyć nieodpowiedzialne, prawda? Kiedy wszystko okazuję się tylko plotką, to ufffff następuje ulga i można wrócić do tego, co ta osoba znała. Jeśli jednak plotka okazuje się prawdą i dostaje „pismo”to świat okazuje się wrogiem, pojawia się smutek, lament, a niekiedy złość na świat. Kiedy zwyczajnie ta osoba zignorowała nie tyle co sygnały od życia, co samą siebie, unikając odpowiedzialności. Dlatego tak ważne jest, aby umieć rozpoznać, czy nadzieja nie zabiera nam sprawczości lub specjalnie nie oddajemy odpowiedzialności w jej imieniu.

Kolejny przykład to związki. Załóżmy, że następuje rozstanie. Ktoś od kogoś odchodzi. Osoba nie może się z tym pogodzić i żywi stale nadzieję na powrót partnera. Niestety życie rządzi się swoimi prawami i idzie dalej, ale nie osoba, która ma nadzieję. Ona dalej czeka, zamiast pogodzić się z sytuacją. Mijają dni oraz miesiące, a nawet lata (i takie przypadki na pewno znasz z otoczenia), a nadzieja wciąż jest i skłania człowieka do myślenia w kategoriach odzyskania „tamtego życia”. Dzieje się tak z braku pogodzenia z faktami i wzięcia odpowiedzialności za siebie.

Dzieje się tak z różnych przyczyn – może to być lęk przed tym, że nikt nas nie pokocha, z nikim nam nie będzie tak dobrze, może to są kompleksy, które udało się przełamać przy tej osobie i nie wierzymy, iż możemy przy kimś innym? W jakąkolwiek historię umysłu wierzymy to nasza mieszanka lęku oraz pragnienia, niepewności oraz niewiara w możliwości staje się więzieniem oraz ogranicza przed dalszym życiem. W końcu może to stać się stylem życia, zaś robienie z siebie ofiary żyjącej w utęsknieniu za utraconą jedyną miłością w życiu uszlachetnia duszę, dodaje wartości, lepszości i wywyższa nas przy przecież tak płytko żyjących ludziach. W końcu ja wiem czym jest jedyna miłość i na pewno nie da się tego powtórzyć bo jestem prorokiem. Nie, nie jesteś, Ty się boisz i zwyczajnie rezygnujesz z życia z obawy przed następnym cierpieniem, ale chcesz w coś wierzyć, aby sobie to uzasadnić. Na pewno znasz takie biedne umęczone losem dusze.

Czasem nie warto opierać się tylko na nadziei

Kiedy wiemy, że idzie powódź i jest szansa, że nas ominie, tak samo jak nie warto mieć nadziei, że jednak deszcz spadnie i uratuje plony – trzeba działać. Zawsze warto być przygotowanym, ponieważ jak pisałem wyżej nadzieja potrafi stworzyć postawę bezczynności, bo może jednak nas coś ominie. Gramy w ruletkę. To prawdziwy hazard z życiem. Nie warto. Chyba, że lubisz ryzyko, ale i tak nie warto.

Warto mieć nadzieję (ale nie zawsze)

Kiedy oczywiście coś jest w toku i bierzemy odpowiedzialność za siebie i swoje działania. Liczymy na powodzenie mając jednak pogodzenie, że może zwyczajnie nie udać się. Wtedy mamy więcej stabilności emocji oraz myślenia, które jest tak bardzo uzależnione od tego jak się czujemy.

Wzmacniać nadzieję warto też aby nie popaść w depresję. Znam osoby, które tylko dzięki nadziei nie popadły w rozpacz czy obłęd kiedy zaginęło ich dziecko lub ktoś bliski brał udział w poważnym wypadku. Ona naprawdę potrafi dodać siły, ale jak widać są to pewne określone okoliczności związane z ludźmi.

Nadzieję warto mieć jeśli jest się chorym na poważną chorobą, albo może i na każdą chorobę.

Warto wierzyć, że się z tego wyjdzie chociaż chciałbym teraz czemuś zaprzeczyć. Piszę o tym, że warto mieć nadzieję jednak wyniki moich poszukiwań i efekty w pracy z innymi wskazują ewidentnie, że ŚWIADOME WYZBYCIE SIĘ NADZIEI I JESZCZE BARDZIEJ ŚWIADOME POGODZENIE przynosi najwięcej ulgi, spokoju oraz rozsądnego podejścia do problemów i wyzwań.

Trzeba zatem wiedzieć, kiedy sobie na nią pozwolić, a kiedy nie.

Przewrotne jest sytuacja, kiedy zwraca się do mnie człowiek z rakiem (bądź inną poważną chorobą) i mówi, że chce uwolnić się od tego lęku przed chorobą, zmianami jakie niesie oraz samą śmiercią, ponieważ stres potrafi pogarszać wszystko i spowalniać procesy regeneracyjne, a jego brak bardzo przyśpieszać leczenie. W takiej sytuacji naturalnie zalecam wyzbyć się całkowicie nadziei i pogodzić się a z najgorszym oczywiście w dalszym kroku stosując moją metodę, której wstępem zawsze jest przyjęcie nieuniknionego i wzięcie za to odpowiedzialności.

Wtedy dzieją się rzeczy wyjątkowe, lęk ustępuje i jakość rekonwalescencji jest zupełnie inna. Pomimo cierpień emocjonalnie przechodzi się chorobę w zupełnie inny sposób – z odwagą, a nieczęsto z pogodą ducha (ale teraz dowaliłeś Łukasz chyba coś Ci się pomyliło – nie, nie pomyliło, takie są fakty).

A więc patrzę na ludzi i widzę, że jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy o tym, jak pomóc sobie emocjonalnie w wielu sytuacjach, to pozostaje wiedzieć i mądrze wybierać kiedy warto mieć nadzieję, a kiedy nie, kiedy brać ją pod uwagę bo wzmacnia, a kiedy nie, bo osłabia. Zawsze jednak realne działania muszą być ważniejsze. Wtedy wiemy na czym stoimy i nie pozostajemy bierni, życzeniowi, roszczeniowi, nie zdajemy się na los.

Kiedy jednak mamy na tyle wiedzy i świadomości, aby umiejętnie postąpić ze sobą i popracować nad problemem skutecznie to zaczynamy rozumieć, że nie opieramy swojego losu o nadzieję, ale AKCEPTACJĘ. Niech ona sobie będzie, ta nadzieja, taki cichy głos, lecz nie stanowi ona już dla mnie warunku mojego życia.

Dobrze jeśli coś pójdzie po mojej myśli, jeśli się powiedzie, jeśli moje marzenia się spełnią, czymkolwiek one są, to doskonale, lecz nie mam zamiaru tracić swojego życia, czasu, energii, emocji na czekanie. Chyba, że nie mam wyjścia.

Nadzieja chce abyś czekał, to naturalne. Są jednak pewne okoliczności, które czekanie jeszcze pogorszy. Wewnętrzne pogodzenie się, to jest to, co powoduje, że nadzieja nie każe nam czekać, ale pozwala jej nas wspierać, a my bierzemy sprawy w swoje ręce!

Wspieram
Łukasz

Ps. Napisz do mnie jeśli chcesz skutecznej pomocy w swoich problemach! Kliknij TUTAJ



4 komentarze

Click here to post a comment

  • Mam trudny okres w życiu..i ta nadzieja była swego czasu moją największą zmorą!żyłam w jakimś wymyślonym świecie. Akceptacja sytuacji życiowej, działań ludzi dookoła tylko czasem wpadała w gości 🙂
    Dwa dni temu obudziłam się i pomyślałam : no jest jak jest! inaczej nie będzie póki co.. więc bierz życie takim jakie jest!Zaakceptuj obecną sytuację 🙂
    I wiesz co?… od dwóch dni mam zupełnie inną jakość życia.Inną energię 🙂 żyję w realu,a ile mam radości z małych spraw i rzeczy to nie do opisania!
    I mimo ,że tak na prawdę nadal mój ciężki okres w życiu trwa -nic się od dwóch dni tak na prawdę nie zmieniło to we mnie zmieniło się wszystko!

    • Pięknie Estera szacunek! 🙂 Na tym to polega właśnie aby to przyjąć takim jakim jest, ponieważ to przyjęcie, które ćwiczysz, które rozbudzasz i budujesz powoli z tolerancji stworzy akceptację. Super! Trzymam kciuki mocno i pamiętaj, że za jakiś czas umysł będzie chciał wrócić do swoich ścieżek, ale wiesz co robić 😀 Trzymaj się tego mocno! Będzie bujało, ale też okresy takiego dobrego stanu będą się wydłużały! 🙂 Wspieram!