BLOG

Łapałem się za głowę kiedy to wszystko Okejowaliśmy

Zdecydowałem się napisać ten wpis ku przestrodze, ale też dla podzielania się ogromnym sukcesem w uratowaniu czyjejś przyszłości. Być może będą to czytały osoby w podobnej sytuacji i chcę, aby wiedziały, że są rozwiązania, trzeba szukać i starać się mimo bardzo złych rzeczy, jakie potrafią nas spotkać, aby trafić na odpowiednią osobą.  Mózg i ciało człowieka są wspaniałe i potrafią uzdrowić się, znów czuć spokój i mieć odwagę do życia, lecz wymaga pomocy i odpowiedniego podejścia!

To nie jest pierwszy raz kiedy pomagam osobie, która przeszła traumy i wytworzyły się u niej obawy stresu pourazowego (PTSD) i zaburzenia lękowe, ale powiem Wam, że ogarnia mnie przerażenie na to, co się dzieje. Czuję po prostu złość i łapię się za głowę z niedowierzeniem czego czasem doświadczają młodzi ludzie w szkole, że rujnuje to ich psychikę, ale też jak są traktowani przez służby medyczne i placówki odpowiedzialne za leczenie psychiczne, psychiatryczne. Jak młodzi ludzie mają potem żyć normalnie?

To niesamowite, że coraz częściej „sprzątam” wspólnie z moimi klientami krzywdy spowodowane minionymi terapiami! Tak, spowodowane przez osoby, które miały pomagać!

Zgłosiła się do mnie osoba, która była w tragicznej sytuacji emocjonalnej i psychicznej. Przeszła załamania nerwowe, ataki paniki,  które rzuciły cień na normalne życie. Nic nie pomagało, a nawet pogarszało sytuację. To bardzo młoda osoba, bo licealistka. Wszystkie wydarzenia sprawiły, że każdego dnia rozpadała się emocjonalnie, a jej psychika już nie była wstanie funkcjonować. Świat kurczył się codziennie bardziej i bardziej, a każdy krok poza strefę komfortu była dramatem. Tak często jest w zaburzeniach lękowych. Lek zmusza co coraz mocniejszego zawężania pola działania. Poniżej słowa osoby, która została uratowana naszą wspólną pracą i metodą Okejowania©!

W celu zachowania anonimowości nie podam imienia ani nazwiska osoby, która opisała, na moją prośbę swoją historię, doświadczenia, które niemalże zniszczyły jej życie, a które uratowaliśmy wspólną pracą.

„Moja historia zaczęła się kilka lat temu, kiedy trafiłam do szkoły, w której nie powinnam się znaleźć. Niestety nie umiałam postawić się rodzicom. W domu było sporo napięć. W tej szkole podejście do ucznia nie uwzględniało bycia wysoko wrażliwym człowiekiem czy posiadania stanów lękowych, a już wtedy je miałam. Przez to żyłam przez kilka lat w ciągłym i ogromnym stresie przed tym jak będzie wyglądał następny dzień. Po drodze doświadczałam też sytuacji, które na długo zostały w mojej pamięci jako te traumatyczne. Jedną z nich było słuchanie egzorcyzmów na lekcji religii, co spotęgowało moje już silne stany lękowe, do tego stopnia, że zaczęłam cierpieć z powodu bezsenności, która trwała ponad rok! To był horror nie móc spać, wciąż się bać i bardzo uszkodziło to moją psychikę. Miałam wrażenie, że po tym już nigdy nie będę tą samą osobą. To powinno być karalne! Jak można karmić psychikę ludzi takimi rzeczami bez żadnego psychologicznego przygotowania? Wciąż w mojej głowie całymi miesiącami słyszałam przerażajace krzyki osoby z nagrania i sama bałam się opętania. Straszne. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. 

Z uwagi na wszystko to co, budziło we mnie lęk przed życiem i nie tylko, zaczęłam mieć problemy z poruszaniem się swobodnie komunikacją miejską, byciem wśród ludzi, a przejście drogi ze szkoły na przystanek autobusowy wiązało się z paraliżującymi atakami paniki. Z biegiem czasu eskalowały one do takiego poziomu, że trafiłam do szpitala. Ponadto moja pierwsza styczność ze służbami ratunkowymi również została w mojej pamięci jako dowód na to, że ludzie są zagrożeniem. Kiedy atak paniki spowodował, że nie byłam w stanie wstać z łóżka, usłyszałam, że jeśli tego nie zrobię, to lekarz mnie uderzy… Z perspektywy osoby pochłoniętej lękiem społecznym, a także stanem, w którym ówcześnie się znajdowałam, straciłam resztki zaufania do lekarzy. Z jednej strony bałam się choroby psychicznej, a z drugiej lekarzy, ich surowości, obojętności, wrzucenia w poczucie winy. W drodze do szpitala czułam, że straciłam kontrolę nad życiem i czeka mnie ciężki etap walki o powrót do jakiejkolwiek równowagi.

W pierwszym szpitalu stwierdzono, że nie potrafią mi pomóc, a w drugim zostałam skierowana do ośrodka leczenia nerwic. Była to placówka dla ludzi z problemami na tle depresyjno-lękowym, w której miałam odbyć intensywną terapię, która miała mi pomóc w powrocie do normalnego funkcjonowania. W tamtym momencie nie byłam w stanie iść samodzielnie do sklepu, czy nawet na spacer. Miałam nadzieję, że pobyt w tym miejscu pomoże mi odzyskać to co straciłam przez ostatnie lata. Jednak sposób prowadzenia tego miejsca, jak i nurt terapii, w której się znalazłam, nie przynosił oczekiwanych rezultatów, a nawet czułam, że jest gorzej. Zaczęłam tracić nadzieję na to, że kiedykolwiek będę w stanie być niezależną od nikogo kobietą. Kolejne spotkania z terapeutą działały na zasadzie leku przeciwbólowego, które działa na krótką chwilę. Kiedy zostawałam sama, wszystko wracało do niepożądanej normy. Wygadywałam się i tyle. Myślałam, że coś ze mną jest nie tak, a nie z tym miejscem i terapeutami. Wciąż mówiono mi, że to ja robię za mało, ale ja nie widziałam co mama robić! Fakt braku możliwości zmiany terapeuty powodował liczne frustracje i dywagacje dotyczące sensu przebywania w placówce, a jednocześnie strach przed jej opuszczeniem. Widziałam, że oni nie wiedzą jak pomagać. Po czasie zrozumiałam, że ich komunikacja oraz przygotowanie do pracy z osobą lekową jest nieskuteczne, a nawet szkodliwe! Także wieloletnie metody, które stosowali terapeuci od początku istnienia ośrodka, były bezsensowe dla mnie. Zastanawiałam się czy oni komukolwiek pomagali kiedykolwiek. Patrząc na inne osoby będące tam ze mną w placówce widziałam, że nie. Jak pytałam jak idzie innym to ludzie mieli podobne zdanie do mojego. Wszystko wydawało się bez sensu. Nie chciałam żyć.

Z czasem chęć zmiany tego miejsca stała się być silniejsza od samych wątpliwych korzyści z bycia pacjentem tam. A ta korzyść to ucieczka przed światem, przed odpowiedzialnością za siebie. Kompletnie sobie nie ufałam i miałam zerowe poczucie wartości. W pewnym momencie wiedziałam już, że muszę poszukać czegoś jeszcze, co mogłoby mi pomóc. Nie mając odwagi na opuszczenie ośrodka, lękając się oceny terapeutów, rodziny, jednak z czasem udało mi się wyjść z niego z pomocą Łukasz Gątnickiego i jego autorskiej metody Okejowania.

Na szczęście w trakcie kolejnego epizodu depresji wpadłam na profil Łukasza. Obserwowałam jego działania w sieci i zastanawiałam się nad skutecznością Okejowania. Wdziałem setki opinii zadowolonych ludzi i odważyłam się napisać, prosić o pomoc. Bałam się, ale czułam zaufanie do tego człowieka. Nie zawiodłam się. Pierwsze spotkanie było dla mnie przełomem. Już bezpośrednio po tym jak skończyliśmy sesję, poszłam SAMA po leki, które skończyły się kilka dni wcześniej, ale nie byłam w stanie czegoś takiego osiągnąć pracując miesiącami z terapeutami z ośrodka! To dalej jest dla mnie szok. Dowiedziałam się wtedy jakie mechanizmy kierują moimi stanami, o czym wcześniej nikt mnie nie uświadomił! Powiedział mi, że przecież ja powinnam być o tym edukowana już od pierwszych dni bycia w ośrodku, a nie byłam. Nie dość, że nauczył mnie rozumieć siebie, jeszcze nauczył mnie jak Okejować swoje problemy, dał mi metodę. Dzięki przerabianiu nią problemów, lęków, czułam się lżejsza, a same lęki powoli zaczęły być mniejsze. Stawałam się coraz bardziej stabilna. Nie wiem co by było ze mną dalej, jakbym nie napisała i nie pokonała tego poczucia wstydu wytworzonego podczas terapii w ośrodku. Spotkałam się wręcz z rodzicielską empatią oraz zrozumieniem. Jego wiedza oraz sposób komunikacji był wspierający na każdym kroku. Nic dziwnego, że zaczęłam stawać na nogi szybciej niż kiedykolwiek.

Wzmocniłam się i mimo wielkich obaw, ale już z dobrym wsparciem Łukasza, zaczęłam walczyć o siebie. Postanowiłem podejść do matury, a była dla mnie bardzo stresującym wydarzeniem. Myślałam, że nie dam rady wziąć w niej udziału. Od zawsze sprawiało mi problem zdawanie jakiegokolwiek egzaminu. Wiązało się to z bardzo silnym lękiem, atakiem paniki, objawami somatycznymi i w konsekwencji niezadowalającym wynikiem końcowym. Okazało się, że źródło lęku przed pisaniem egzaminu jest w zupełnie innym miejscu, niż podejrzewałam dotychczas, a Łukasz pomógł mi to zobaczyć i uwolnić się od tego. Choć podczas matury wracały do mnie traumatyczne wspomnienia, nie miały one tak dużego ładunku emocjonalnego z jakim mierzyłam się dotychczas. Finalnie udało mi się zdać wszystko poza matematyką, do której mam zamiar podchodzić w przyszłym roku. To i tak wielki sukces i jestem z siebie dumna, że od osoby niezdatnej do nauki poradziłam sobie w takim stopniu!

Wróciłam do domu rodzinnego. Gdzie wszystko się zaczęło kilka lat wcześniej. Nie było prosto, ale pracowaliśmy nad wspomnieniami ataków paniki. Sam mój pokój wywoływał we mnie lęki. Pokonałam to. Korytarz, wejście, podwórze. Na wszystko z czasem już nie reagowałam lękiem.

Podjęłam pracę! W ośrodku terapeuci bardzo na to cisnęli, a ja płakałam ze strachu i bezradności bo nie potrafiłam nawet przejść się ulicą bez ataku paniki, a oni jakby kompletnie to ignorowali. Czułam się opuszczona i nierozumiana. Teraz jest inaczej bo zrezygnowałam z ośrodka i czuje się silniejsza po pomocy Łukasza Gątnickiego. Tego nie da się porównać. Zdobyłam się na podjęcie pracy gdyż czułam się na to przygotowana i to był mój wybór. Uwierzyłam, że mogę. Dostałam pracę i dałam radę. Wierzę w siebie bardziej.

Regularnie korzystam z metody Okejowania, która dała mi nowe życie, w którym chodzę do pracy, jeżdżę na koncerty i poznaję nowych ludzi, o czym wcześniej nawet nie śniłam. Kiedy pojawiają się przeszkody wiem, że mam na nie sposób. Tak właśnie wróciłam do życia w społeczeństwie, stając się osobą, która wie, że nie jest sama z tym co ją otacza. Okejowanie Łukasza i jego wsparcie okazało się odpowiedzią na wszystko co przechodziłam. Obecnie kontynuuję pracę nad sobą, raz na jakiś czas odbywam spotkanie „przypominające” z Łukaszem, aby radzić sobie jeszcze lepiej z wyzwaniami. Nie boję się żyć. Ufam sobie o wiele bardziej.

Dziękuję!”

Ze swojej strony chciałbym jeszcze nawiązać do dwóch wydarzeń z życia tej osoby. Pierwsze, to egzorcyzm „puszczony” w szkole na lekcji religii. Na przestrzeni lat trochę się ubierało takich przypadków gdzie młodzi ludzie po obejrzeniu takich materiałów doświadczali traumy i ich życie zamieniało się w koszmar. Nie uważacie, że takie rzeczy powinny być karalne? Koniecznie podzielcie się ze mną Waszymi opiniami w komentarzach! Jestem ciekawy Waszego zdania.

Ja rozumiem, że część uczniów może mieć z tego bekę, ale inna część ta bardziej wrażliwa dozna uszczerbku na psychice. Tego nikt nie kontroluje! Co na to każdy psycholog szkolny!?

Nawet obecnie mam pod opieką osobę, która wiele lat męczy się z tymi lękami, które zaczęły się na lekcji religii i jeśli tak to będzie dalej wyglądało, to zapewne trafi do mnie jeszcze sporo osób żyjących w lękach po takich fatalnych praktykach. To rzutuje wiele aspektów życia i wiąże się z ogromnym wstydem oraz lekiem przed odrzuceniem ze strony nie tylko rodziny, ale i otoczenia. Czy księża i katecheci w swojej misji zapomnieli, że robią innym krzywdę? Czy może zmniejszająca się ilość wiernych z roku na rok powoduje, że odgórnie stosuję się bardziej radykalne sposoby przyciągnięcia wiernych pod ołtarze generując w nich lęk? Jeśli sposobem na zbieranie wiernych ma być programowanie i lęk, to efekt będzie odwrotny bo rozmawiam z tymi osobami i one nie chcą takiego kościała. Do przemyślenia.

Drugim tematem jest to, co dzieje się w ośrodkach leczenia zaburzeń lękowych i totalnej niekompetencji pracowników. Tak samo i w tym przypadku często pomagam osobom, które były w taki sposób pokrzywdzone. Jestem ciekawy czy mieliście podobne doświadczenia z terapiami, po których musieliście iść na kolejną terapię, albo zwątpiliście totalnie w pracę nad sobą?! Podzielcie się! Ufam, że większa część jednak miała dobre doświadczenia w takich miejscach. Nie mniej zgroza… Mogę oceniać takie zachowania i taką pomoc, która pogarsza sytuację swoich klientów, ale to nic nie zmieni. Okazuje się, że kiedy przychodzi do realnych efektów to nie liczą się dyplomy, nurty, tytuły, a skuteczność i bycie człowiekiem dla drugiej osoby. Dbajcie o sobie i o swoje dzieci oraz pilnujcie komu zawierzacie ich zdrowienie. Po efektach ich poznacie!

Wspieram
Łukasz

Ps. Napisz do mnie jeśli chcesz skutecznej pomocy w swoich problemach! Kliknij TUTAJ



Dodaj komentarz

Click here to post a comment

Szkolenia otwarte: